sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział XXIX

Chyba umieram. Zaczynam czuć ulgę. Nie ma mowy o ratunku. Cień nadziei właśnie zniknął. Co z tego, że go widziałam na korytarzu? Nie tak łatwo odratować jakąś osobę w tak ekstremalnych warunkach. Ciężar ze stóp powoli, bardzo powoli, mozolnie, ale jednak znika. Już wiem jak to jest umrzeć. Peecie zdarzyło się to już kiedyś na Ćwierćwieczu. Pamiętam jak zaczęłam panikować. Peeta. Nie mogę umrzeć. Nie. Nie zostawię go. Będę z nim aż do śmierci. Nie zostawię najukochańszej osoby jaką poznałam. Ale co mam zrobić? Umieram. Czy dopiero stąd zobaczę co wyczyniłam? Tu mnie rozliczą za czyny? Nie chcę. Boję się. Mimo tego, że już nie żyję ronię dwie, wielkie łzy. Nogi się pode mną uginają. Zaraz, zaraz... Cała się unoszę. Za późno. Staram się walczyć. Nie mam siły otworzyć oczu, ale staram się jak mogę, by przeżyć. Podlatuję, spadam. Jestem trzymana przez silne, ciepłe ręce. Nigdy nie ulatywało ze mnie życie, ale to chyba normalne. Mimo wszystko czuję się dobrze. Momentalnie przychodzą mi na myśl słowa piosenki.
 
Tu jest bezpiecznie, ciepło jest tu,
Stokrotki polne zaradzą złu,
Najsłodsza mara tu ziszcza się,
Tutaj jest miejsce, gdzie kocham Cię.
 
Tyle, że tutaj nikt mnie nie kocha. Nie ma przy mnie Peety, Gale'a. Starego Gale'a, poprawiam się. Mamy, Finnicka, Annie. Moi przyjaciele tu zostaną, a ja spotkam się nareszcie z Prim. Moją ukochaną siostrą. Kaczuszką. I co ja mam począć?! Na Ziemi mam Peetę, w zaświatach Prim. Przeżyjesz, decyduję. Z Prim spotkam się dopiero gdy będzie to konieczne. Póki tutaj mam dla kogo żyć, to tak też zrobię. Jestem zmęczona. Nie życiem, ale po prostu to wszystko potrafi wykończyć. Dzieje się coś złego skoro co rusz słyszę strzelaninę, podnoszę się, opadam.
Otaczają mnie macki snu. Jest mi dobrze. Ciekawe co czuł Peeta gdy stanęło mu serce?
Co jakiś czas bolesne ukucie w prawej łydce powoduje, cała podskakuję. Chyba żyję, skoro odczuwam ból. Lewa noga zaś przestaje boleć. Słyszę rozmowę. Znam te osoby, ale nie potrafię odróżnić ani tego, czy mówi to kobieta, czy mężczyzna, ani tego, o czym rozmawiają. Wybucha kłótnia. Może wyimaginowana, wymyślona przeze mnie, a może prawdziwa. Jeśli sprowadzono pomoc, to jest szansa, że lekarze zastanawiają się na przykład czy jeszcze raz dać mi lek znieczulający, czy nie.
Ból powoli znika, ale coś z całej siły ściska mi lewą nogę, zaś w prawej czuję jakiś przedmiot, jakbym miała go głęboko w dolnej części łydki.
Wolno otwieram ociężałe powieki. Z początku oślepia mnie światło dzienne. Biorę głęboki oddech, potem następny. Mam ochotę się jeszcze raz zdrzemnąć. Zmuszam się do podniesienia głowy, co skutkuje silnymi zawrotami i bólem. Kładę się z powrotem, ale nie dlatego, że nie wytrzymuję bólu. Ktoś po prostu kładzie mi rękę na czole wręcz zmuszając do spania.
Tym razem budzi mnie osoba, która wspaniałomyślnie postanowiła wbić mi nóż w nogę. Nie wiem po co to robi, może jestem jej następną ofiarą. Machinalnie wkładam dłoń do ust i gryzę się w nią z całej siły, żeby nie zacząć krzyczeć. Na darmo. Piszczę, miotam się, ale ktoś i tak trzyma mnie za stopę oraz za kolano, żebym się nie rzucała. Walę pięścią w podłogę, chcę, żeby przestała.
Po jakimś czasie uspokajam się. Przyzwyczajam się do nieuchronnego bólu. Najwyraźniej nie mam wyczucia czasu, ponieważ właśnie moja noga jest owijana bandażem. Słyszę szuranie jakiegoś ciężkiego przedmiotu o ziemię. Ktoś podkłada mi pod głowę coś miękkiego. Nie protestuję.
-Śpij, Katniss.
Przemawia do mnie troskliwy głos. Nie zasypiam, bo nadal jestem poddawana najróżniejszym zabiegom. Mimo wszystko jestem spokojniejsza.
Osoba do tej pory pastwiąca się nade mną szturcha mnie lekko. Brak mi sił na podniesienie się. Widząc, że się nie ruszam, całuje mnie w czoło.
-Katniss, naprawdę, musisz już wstać.
Zagarnia mi kosmyk włosów za ucho. Nagle zaczynam czuć obawę. Kto to może być? Co jeżeli wcale nie chcę tego wiedzieć? Niby mi tu dobrze, ale to może być złudne wrażenie. Przymrużam oczy. W pierwszym momencie widzę tyko białą poświatę tuż nade mną. Zarysy postaci nic mi nie mówią. Przecieram ręką załzawione oczy, a zaraz potem je mrużę z niedowierzania.
-Peeta.
Szepczę.
-Miło znów Cię widzieć.
Uśmiecha się promiennie. Próbuję się podnieść, lecz w tym samym momencie kładzie się obok mnie i mocno przytula.
-Leż jeszcze.
Prosi.
-Gdzie jesteśmy?
Mówi, że wszystko opowie mi potem, bo na razie jestem zbyt osłabiona.
-Dobrze, że się obudziłaś. Mam wrażenie, a właściwie jest pewien, że masz złamaną stopę. Możesz nią poruszać?
Podpieram się na łokciach. Podkurczam najpierw lewą, a potem prawą nogę. Następnie kręcę prawą stopą na różne strony, by się upewnić, że wszystko jest dobrze. Ponieważ nic nadzwyczajnego się z nią nie dzieje, przechodzę do drugiej. I tu zaskoczenie. Mam problemy z jakimkolwiek zgięciem jej. Jęczę z bólu. Peeta każe mi się z powrotem położyć. Wodzę za nim oczami, gdy szuka czegoś w plecaku, zmienia ponownie bandaż po ranie, smaruje maścią siniaki na moich nogach, co- nie ukrywam- zajmuje mu dłuższy czas, bo jestem na prawdę posiniaczona. Przygląda się bardzo uważnie literze ,,G" na udzie, po czym ją również bandażuje. Wpatruje się przez dłuższy czas w złamanie. W końcu robi zrezygnowaną minę. Trochę podciąga moją bluzkę, po czym odkaża ranę na brzuchu, po uderzeniu w ścianę. Odwraca mnie, ogląda plecy. Gdy nareszcie kończy, karmi mnie zupą z puszki, o nieokreślonym smaku. Pozwala mi też wypić litr wody.
-Jutro się zajmiemy złamaniem.
Obwieszcza. Jest strasznie zimno, więc przytulam się do niego, co i tak nic nie daje, mimo że mam na sobie kurtkę. Peeta rozpina swoją, mocniej się w niego wtulam i zapina ją z powrotem z mną w środku. Jak na Igrzyskach, wspominam.
-Peeta, opowiedz mi o wszystkim. Teraz. Proszę.
Kręci głową. Ściska mnie tak mocno, jakby chciał mnie zgnieść, ale robi to tylko po to bym się już nie ruszała. Zasypiam niemal od razu w jego ciepłych ramionach.
Ze snu wyrywam się wieczorem, ponieważ czuję, że mam całą mokrą nogę. A raczej- zakrwawioną. Budzę Peetę, a pewnie zerwał by się na równe nogi, gdybym na nim nie siedziała. Rozgląda się nerwowo dookoła i spogląda na mnie pytająco.
-Spokojnie. Chciałam tylko się dowiedzieć, gdzie mamy bandaże.
Uśmiecham się półgębkiem. Peeta sięga po plecak na którym leżeliśmy. Już chce rozciąć poprzedni opatrunek, ale odwraca się do mnie.
-Katniss... Widzisz... Nie wiem czy chcesz zobaczyć swoją nogę.
-Czemu miałabym jej nie zobaczyć?
Dziwię się.
-Pamiętasz jak mnie znalazłaś nad rzeką? Otóż twoja łydka nie prezentuje się lepiej.
-Trzeba stawiać czoła lękom, prawda?
Staram się udawać odważną, ale słabo mi to idzie, bo zaraz po tym zaczynam nerwowo chichotać. Niedobrze mi się robi na myśl o zaropiałej, ogromnej, ohydnej ranie Peety.
-Jesteś pewna?
Kiwam głową. Peeta zaczyna powoli odwijać bandaż. Tylko nie ropa. Nie ropa, błagam w myślach.
Nie tu nie ma ropy. Jest tylko wielka rana, a raczej ubytek w nodze. Jak dla mnie to to wygląda tak, jakby ktoś wyciął mi jej kawałek. Momentalnie cała krew odpływa z mojej twarzy. Tętno automatycznie przyspiesza. Niemal widzę swoje mięśnie. Jak do tego doszło? Ktoś się nade mną pastwił i wycinał mi kawałek po kawałku nogę? Opuchnięta, cała opuchnięta. Nie wiem co się z nią stało. Nie chcę wiedzieć. Oddycham powoli i głęboko. Trudno jest mi oderwać wzrok od łydki. W ogóle trudno jest mi zrobić cokolwiek. Mięśnie odmawiają posłuszeństwa. Chyba zaczynam płakać, ale nie jest pewna.
-Wiedziałem.
Mamrocze Peeta. Zakrywa mi oczy i opiera o pobliską ścianę.
-Peeta, co mi się...
Głos mi się załamuje.
-Wiem tyle co Ty.
Odkaża mi ranę, polewa ją jakimś płynem, bandażuje.
-Chyba musimy się zbierać.
Proponuje. Przytakuję. Pomagam mu się spakować.
-Czy już możesz mi powiedzieć gdzie jesteśmy?
Dźwigam się, lecz praktycznie od razu upadam. Peeta łapie mnie i bierze na ręce. Świdruje mnie wzrokiem marszcząc brwi.
-Na obrzeżach Siódemki. Strasznie schudłaś.
Spoglądam mu głęboko w oczy. Dostrzegam w nich niewyobrażalny ból. Podciągam się i całuję go w policzek, po którym spływała łza.
-Wiem. Jak tu trafiliśmy?
-Okazało się, że sąsiaduje z Kapitolem, więc nie było trudno tu uciec.
-Uciec?
Wzdrygam się.
-Tak jakby. Ściga nas około pięćdziesięciu mężczyzn uzbrojonych po zęby. Sądzą, że obraziłaś Kapitol, a przynajmniej tak mi się zdaje. Dlatego tak szybko wolałem opuścić tartak.
Więc to był tartak. Rusza dalej. Jak wiadomo Peeta nie potrafi za dobrze się poruszać po lesie, ale biega tutaj tyle zwierząt, że są w stanie go zagłuszyć. Nie narzekam, ponieważ to on mnie niesie, więc to by było nie fair w stosunku do niego. Nie ukrywam, że jednak wolałabym, by był odrobinę ciszej. Spoglądam przez jego ramię, co jakiś czas, ale bardziej jednak staram się nasłuchiwać. Ktoś biegnie w naszą stronę. Oboje orientujemy się w porę, jednak ja rozumiem powagę sytuacji o sekundę później, niż Peeta, który już zdąrzył paść na ziemię wraz ze mną. Czołganie i ogólne przemieszczanie się po lesie nigdy nie było jego mocną stroną, a uważając na mnie zachowuje się nie ciszej niż szalony koń, zagubiony w dziczy. Puszczam go, bo to i tak nie ma sensu i wczołgujemy się w gęstwinę krzaków, przez które nie przestajemy brnąć, póki nie oddalimysię na bezpieczną odległość. Jestem posiniaczona, więc każdy ruch przyprawia mnie o mocny ból, to tu, to tam, lecz chyba najbardziej przeszkadzają mi nogi, które zachowują się jak dwie kłody, które powłóczyście ciągnę za sobą. Mięśnie również nie współgrają, bo niemal zamarzły. Peeta odwraca się i ocenia sytuację. Krzaki są gęste, więc z góry nikt nas nie zauważy, ale ktoś już zaczął przedzierać się przez zarośla. Szczęśliwym, niewiarygodnym trafem zauważam lisa. Kompletnie się mnie nie boi, co jest dziwne, ale być może tutaj jest bezpieczny, bo w życiu nie widział kłósownika. Przeganiam rudawe zwierzę ręką, odciągając tym samym uwagę strażników, ponieważ lis wyskakuje, robiąc przy tym tyle hałasu, co ja i Peeta razem wzięci.
-Eh, to lis, nic poza tym! Tracimy, czas! Myślicie, że ich tu znajdziemy?!
Wstrzymujemy oddech. Słyszymy, skargi pod adresem krzyczącego, a także obelgi. Peeta ciągnie mnie za rękę, gdy są w bezpiecznej odległości. 
-Blisko było.
Sapie po wyciągnięciu mnie z krzaków. 
-Tak. Dziękuję. Dziękuję, że jesteś. 
Dodaję i rzucam mu się na szyję. Wiem, że jest świadom moich słów, ale tak rzadko mam szansę mu to powiedzieć. Brakowało mi go. Chowa twarz w moich wymizerniałych włosach i lekko muska moją szyję ustami. Znowu czuję, jak przyjemne ciepło wypełnia całe moje ciało. 
-Katniss, zawsze będę przy Tobie.
Zmierzcha się, więc rozglądamy się za porządną kryjówką
-Myślę, że dobrym rozwiązaniem będzie spędzenie tej nocy na drzewie.
Proponuje. Spoglądam na niego zdziwiona. Nigdy nie rwał się do wspinaczki, tym bardziej, że cały czas ma protezę. Ja też będę miała z tym problemy, bo przecież ciągle jestem na jego rękach.
-Żartujesz?
Spoglądam mu w oczy.
-Tak.
Uśmiecha się.
-Jednak uważam, że to by było najrozsądniejsze.
-Wiem, ale to nie będzie takie łatwe. Musimy znaleźć dobrą kryjówkę tutaj, na ziemi. A zresztą, kogo by to obchodziło? I tak nas znajdą. Jesteśmy łatwym celem.
-Nie, jeśli się pośpieszymy.
Peeta znowu mnie niesie. Nie jestem w stanie iść, mimo, że zerwał mi dwie solidne gałęzie, na moją prośbę, które miały posłużyć mi za kule. W pewnym momencie zasypiam w ciepłym, silnym objęciu. Czuję kojący dotyk jego dłoni. Całuje mnie wolno, bardzo delikatnie, jakby nie chciał mnie obudzić, choć tak naprawdę jestem pogrążona tylko w pół śnie. Kładzie się obok mnie. Jego ubranie lekko szeleści gdy się porusza. Czekam aż ucichnie, jednak to nie następuje. Peeta chyba coś  wyczuwa, bo zrywa się gwałtownie. Otwieram ociężałe oczy, oszołomiona jego przerażeniem, gdy dociera do mnie odgłos sprzed laty.
Ten sam charakterystyczny syk.

19 komentarzy:

  1. Jej rozdział jest po prostu cudowny!! Jestem naprawdę ciekawa jak to się wszystko skończy... To znaczy domyślam się że oni się uratują ale nie wiem kiedy jak o gdzie.....

    Gratuluję ci Twojego talentu bo naprawdę pięknie piszesz! Czekam na kolejny rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, to dla mnie strasznie motywujące! :D
      Kolejny oczywiście w piątek. ^^

      Usuń
    2. I znowu trzeba będzie troszeczkę poczekać ale dam radę ;) a jeszcze mam malutkie pytanko...
      Czy jeśli skończysz pisać tego bloga założysz następny? Na przykład o losach dzieci Katniss i Peety?

      Usuń
    3. I znowu trzeba będzie troszeczkę poczekać ale dam radę ;) a jeszcze mam malutkie pytanko...
      Czy jeśli skończysz pisać tego bloga założysz następny? Na przykład o losach dzieci Katniss i Peety?

      Usuń
    4. Koniec przewiduję na marzec/kwiecień. :(
      Nie, nie będę pisać o dzieciach K i P, ale jak wspominałam w poprzednim poście, piszę książkę, więc jeżeli wszystko pójdzie po mojej myśli i ją wydam, to będziesz mogła jeszcze poczytać to, co wyszło spod mojego pióra. :D

      Usuń
  2. Oooo!!! Piękny <3 Czekam na kolejny. Umrę z ciekawości <3 Pisz dalej. Kocham twój blog :*
    dziewczyna_z_łukiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo dziękuję. :D To bardzo motywujące. ^^

      Usuń
  3. Co? Jaki syk? Chyba nie... Nie to niemożliwe. A może jednak? Nie, to niemożliwe żeby to był on!
    Kocham twój blog. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On, to znaczy? :D
      Dziękuję. :D Kolejny oczywiście w piątek. :)

      Usuń
  4. Ooo... Finnick!! (pomijam taki drobny, nic nie znaczący fakt, że było tylko wspomniane jego imię XD) Finnick!!

    Ogólnie rozdział jest taki, że aż brak mi słów (a wiesz, że to raczej rzadko spotykane w moich komentarzach XD). Był taki słodki i smutny (czy tylko ja płakałam, kiedy przeczytałam "Finnick"?), ale też szczęśliwy (bo w końcu po tej rozłące nasi nieszczęśliwi kochankowie z Dwunastego Dystryktu wreszcie się spotkali... nie ważne w jakich okolicznościach. Ważne, że w ogóle :D)

    Ej... czy tylko mi ten "charakterystyczny syk" kojarzy się z kulami ognia na arenie 74. Głodowych Igrzysk? Czy tak miało być? Czy to dobrze? Zgaduję, że dowiem się dopiero w piątek, ale... warto czekać :)

    Uwielbiam ten moment:
    "-Żartujesz? [...]
    -Tak. "
    Bo szczerość przede wszystkim XD

    Kurczee... przez cały czas od momentu, kiedy Katniss zobaczyła Peetę, na mojej twarzy tkwił gigantyczny uśmiech... uwielbiam, kiedy nie mogę przestać się uśmiechać, bo czytam coś co sprawia, że jestem taka szczęśliwa (proszę, powiedz, że rozumiesz o co mi chodzi :D)

    Dobra, kończę już ten (nieogarnięty) komentarz i lecę odrabiać lekcje, rysować, pisać list do Sama (znowu) i kolejny rozdział (ostatnio coś słabo u mnie z weną... myślę jednak, że to tylko przejściowe) :)
    Życzę Ci duuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuużo weny i oczywiście już nie mogę doczekać się piątku (i to nie tylko ze względu na weekend, ale na Twój kolejny rozdział) :D

    Pozdrawiam
    (zakochana w Finnicku, nieogarnięta, strasznie szczęśliwa, miłośniczka niemiłosiernie długich komentarzy) love dream

    PS Zapomniałam zapytać... na którym rozdziale swojej książki już jesteś? :D Bo pamiętaj, że czekam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imię, to też coś! XD
      Ojej, to zaraźliwe? XD Tak, chyba niestety, niefortunnie i inne synonimy tak. XD Miałam nadzieję, że właśnie taki będzie. No wiesz- tu jest PEETA! <3 :D XD
      Szczerość jest jedną, z najważniejszych rzeczy. XD Szczególnie w ich związku. :D I w każdym. Nieważne. XD
      Ja tak mam zawsze, jak jest wzmianka o Peecie. XD I jak są jakieś słodkie momenty. :D I oczywiście, jak czytając Mroczne Umysły pojawia się Pulpet! XD <3 :'D Tak, u w i e l b i a m to. :D
      To jeden z moich ulubionych moich rozdziałów. XDDD
      Spokojnie, każdy ma słabsze dni. :D
      Mam sześć rozdziałów, ale zaczęłam pisać nową. Wiem, nie rozumiesz dlaczego. XD Już tłumaczę- Otóż C (Nazwiemy tak książkę, o której wspominałam Ci parę postów wcześniej, żeby nie wyjawiać całego tytułu. XD)ma być bardzo złożoną trylogią, w której pokładam bardzo dużą nadzieję, a nikt normalny nie wydał by takiej książki najpierw, więc zaczęłam pisać nową i mam na razie prolog z początkiem nowego rozdziału. Ta książka zostanie wydana jako pierwsza. :D (Jeżeli w ogóle uda mi się wydać. XD :/ :') )
      PiŻW! :D

      Usuń
    2. Taak... w sumie imię to już bardzo dużo :D
      No wiem, wiem... Peeta :D Rozumiem co czujesz... bo wiesz... Finnick :D
      Taak... szczerość jest baaardzo ważna (dlatego ja zawsze jestem szczera :D... chociaż czasem to aż do bólu XD)
      Ja mam tak, kiedy są słodkie momenty, lub coś co sprawia, że jestem szczęśliwa (jak już pisałam :D), albo kiedy czytam o Finnicku... lub ogólnie kiedy w książkach pojawiają się moi ulubieni bohaterowie :D (których tak na marginesie ostatnio jest coraz więcej... większość z nich ginie... czy tylko ja mam takie "szczęście", że tyle moich ulubionych bohaterów ginie?) To uczucie jest świetne... gorzej jak ktoś akurat patrzy, a tu się ma taką dziwną (zwłaszcza w moim wykonaniu) minę... taaak XD
      Mam nadzieję, że wena wkrótce znów mnie nawiedzi... nie powinna mieć tak długiego urlopu :D Niech się cieszy, że teraz znów mam dużo nauki i mało czasu, to aż tak bardzo nie odczuwam jej nieobecności XD
      Aaaa... w takim razie chcę przeczytać obie :D

      Usuń
    3. Oczywiście, że rozumiem! :D
      Ja też jestem szczera, ale zawsze staram się jakoś to ubrać w słowa, bo znając nasz lud... XD
      Fangirling, to rzecz normalna. XD A pokazywanie różnych emocji podczas czytania jest jeszcze bardziej normalną rzeczą, więc spokojnie. :D XD Też tak mam. :'D
      Cieszyć, to powinna się klawiatura. XD
      Haha XD Bardzo się cieszę. :D

      Usuń
    4. Ja zazwyczaj też staram się jakoś ładniej to powiedzieć, ale czasem mówię prosto z mostu, albo z użyciem sarkazmu... zazwyczaj tak jest kiedy jestem wściekła, albo ginie jakiś bohater, którego uwielbiam lub kocham... po tym jak zginął Finnick chyba przez miesiąc podejść do mnie można było tylko z czekoladą XD (nie, nie przytyłam :D)
      No niby taaak, ale jednak wolałabym, żeby ludzie nie zwracali na mnie jakiejś większej uwagi (taaak... jestem introwertykiem :D) Chociaż z drugiej strony... moja przyjaciółka (przyjaźnię się z nią od niedawna :D) też jest fangirl, a kiedy dwie fangirl się spotkają (a widzą się codziennie w szkole)... taaak... wiąże się z tym pewna zabawna historia (której nie napiszę w komentarzu) z pewnej lekcji :D
      Oj uwierz, że klawiatura baaaaardzo się cieszy... ehhh... czasem odnoszę wrażenie, że moja klawiatura mnie nie lubi... XD
      Cieszę się, że się cieszysz :D

      Usuń
    5. No tak... albo jak dzieje się coś złego Twojemu ulubionego bohaterowi... :'D
      Też znam pewną zwariowaną fangirl, więc wiem, co się dzieje, gdy takie dwie wariatki się spotkają. XD Możesz na mailu, jeżeli chcesz się nią ze mną podzielić. :'D
      Ostatnio z mojej klawiatury wystrzeliło... nie wiem dokładnie, co to jest, ale wygląda jak element obudowy, albo jakieś wypełnienie. XD Wyobraź sobie moją reakcję na latający ,,klawisz". :') Klawiatury takie bywają, ale co byśmy bez nich zrobiły?

      Usuń
    6. Dokładnie!!
      Jeśli chcesz poczytać to mogę się podzielić :D
      U mnie niektóre klawisze czasem nie działają... a czasem działają podwójnie... yhhh... kocham moją klawiaturę (w końcu jest baaaardzo wytrzymała :D), ale te jej humorki czasem już zaczynają mnie irytować... XD
      Chyba nic byśmy bez nich nie zrobiły :)

      Usuń
  5. Jejkuu trzymasz w napięciu strasznie xD
    W ogóle nie przychodzi mi do głowy jaki to syk xD :P
    Czekam oczywiście na kolejny rozdział ;D
    Ja ciągle próbuję coś napisać i nie mam weny na kolejny, to takie straszneee xD :/
    Tak wgl gd tylko wspomniałaś o Finnicku to mi sie jakoś cieplej zrobiło XD uwielbiam goo <3
    Rozdział bardzo słodki no i wkoncu sie spotkali <3 takie słodziuuutko *.*
    Życzę duużo weny!
    ~kochanka Finnicka i BFF Johanny (Igrzyskomaniaczka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, taki mam zamiar. :D
      Kolejny już w piątek. :D
      Nie martw się, z weną tak jest. ;)
      Dziękuję. :D
      Również PiŻW! :D

      Usuń

Wiem, że Wam się nie chce komentować moich postów, ale tylko i wyłącznie dzięki temu mogę się dowiedzieć co o nich sądzicie, proszę poświęćcie tę chwilę.
Doceniam to, iż w ogóle to jesteś, jednak proszę zastosuj się do poniższych reguł:
**Czytasz- komentujesz, :D
**Jeżeli chcesz coś skrytykować, to podaj argumenty,
**Nie maskuj głupoty wulgaryzmami,
**Baw się dobrze!